«Czas przemian»

- 6 -
Harry Games

Mało co znałem swego ojca. Na Borthanie wszyscy są sobie obcy, zwykle jednak ojciec jest mniej daleki niż inni, ale nie tak było ze starym septarchą. Pomiędzy nami wznosił się nieprzebyty mur konwenansu. Zwracając się do niego używaliśmy tych samych, co zwykli poddam, wyrazów szacunku. Uśmiechał się tak rzadko, że mogę przywołać na pamięć każdy jego uśmiech. Pewnego razu, to moment niezapomniany, posadził mnie obok siebie na tronie, wyciosanym z czarnego drewna i pozwolił dotykać starej, żółtej poduszki, przemawiając do mnie pieszczotliwie. Stało się to tego dnia, gdy zmarła moja matka. Poza tym nie zwracał na mnie uwagi. Bałem się i kochałem go. Drżąc, kuliłem się za filarami w sądzie, bo chciałem obserwować, jak wymierza sprawiedliwość. Byłem przekonany, że gdyby mnie tam zobaczył, kazałby mnie zniszczyć, a jednak nie byłem w stanie pozbawić się widoku ojca w pełni majestatu.

Był, to dziwne, mężczyzną szczupłym, średniego wzrostu. Wraz z bratem już jako chłopcy górowaliśmy nad nim. Ale odznaczał się niezwykłą siłą woli, która pozwalała mu stawiać czoło wszelkim wyzwaniom. Kiedyś, jeszcze w moim dzieciństwie, przybył do septarchii pewien ambasador z Zachodu, na czarno opalony kolos, który w pamięci rysuje mi: się równie wielki jak góra Kongoroi. Był wysoki i barczysty, jak ja teraz. W czasie uczty ambasador wlał w siebie zbyt wiele niebieskiego wina i oświadczył wobec mego ojca, dworzan i rodziny: — Chciałbym pokazać swą siłę mężom Salli i nauczyć ich, jak staje się do zapasów.

— Jest tu taki — odparł mój ojciec opanowany nagłym gniewem — którego, być może, niczego nie trzeba uczyć.

— Niech się pokaże — powiedział olbrzym z Zachodu, wstając i zdejmując płaszcz. Ale mój ojciec uśmiechnął się, a widok tego uśmiechu wprawił dworzan w drżenie. Powiedział chełpiącemu się przybyszowi, że byłoby niewłaściwe pozwolić na walkę, gdy umysł jego zamroczony jest winem. To oczywiście rozwścieczyło ambasadora. Zjawili się więc muzykanci, żeby rozładować napięcie, nie zdołali jednak uśmierzyć gniewu gościa i po godzinie, kiedy trochę otrzeźwiał, domagał się ponownie spotkania z wybranym zapaśnikiem ojca. Twierdził, że żaden mężczyzna w Salli nie zdoła oprzeć się jego sile.

Na to septarcha oświadczył: — Ja sam będę się z tobą mocował.

- 6 -