«Saturn»

- 3 -

Niełatwe to były lata, ale w końcu stała się młodą kobietą, która wyglądała dokładnie tak, jak Susan ze wspomnień, ale o zupełnie innej osobowości i poglądach, o całkowicie odmiennym umyśle. Susan nie pamiętała nic ze swojego poprzedniego życia, ale dzięki robostymulatorom miała prawie fotograficzną pamięć: wystarczyło, że zobaczyła coś albo usłyszała raz, a zapamiętywała to na zawsze. Pamiętała szczegóły z taką precyzją, że Pancho aż kręciło się w głowie.

Teraz siostry siedziały naprzeciwko siebie, mierząc się wzrokiem: Pancho na pluszowej kanapie ze sztucznej skóry koloru burgunda, stojącej w rogu jej urządzonego z przepychem biura, Susan siedziała sztywno, z rękami na kolanach, na brzegu wygodnego fotela po drugiej stronie niskiego stolika z zakrzywionego księżycowego szkła.

Były na tyle podobne do siebie, że przypadkowy widz natychmiast rozpoznałby w nich siostry. Obie wysokie i smukłe, o długich, szczupłych nogach i rękach, wysportowanej sylwetce. Skóra Pancho była trochę ciemniejsza niż u mocno opalonej kobiety rasy białej; skóra Susan miała barwę ciemniejszą o jeden ton. Pancho ścinała włosy krótko — jej fryzura składała się z krótkich, mocno skręconych loczków, gęsto przetkanych siwizną. Susan poddała się kuracji i zafundowała sobie długie, ciemnobrązowe włosy; jej fryzura była najnowszą wersją strzyżenia na pazia, z opadającymi na ramiona włosami. Jej ubrania były najnowszym krzykiem mody: miała długą do ziemi suknię ze sztucznego jedwabiu z obciążnikami na dole, które sprawiały, że strój właściwie się układał w niskiej księżycowej grawitacji. Pancho miała na sobie praktyczny garnitur barwy popiołu: dopasowaną marynarkę ze stójką i poszerzane spodnie, opadające na wygodne księżycowe buty. Jej uszy i nadgarstki zdobiła delikatna biżuteria. Susan nie nosiła żadnych ozdób z wyjątkiem miniaturowego malunku na czole przedstawiającego Saturna, planetę otoczoną pierścieniami. Susan przerwała milczenie.

— Panch, nie powstrzymasz mnie. Lecę.

— Ale… żeby aż na Saturna? Z bandą uchodźców politycznych?

— Oni nie są uchodźcami!

— Daj spokój, Suz, połowa rządów na Ziemi opróżniła z nich obozy odosobnienia.

Susan wyprostowała się.

— Pozbywają się wichrzycieli — rzekła Pancho.

— Nie wichrzycieli! Wolnomyślicieli. Idealistów. Ludzi, których drażni sytuacja na Ziemi i chcą ją opuścić, by zacząć wszystko od nowa.

— To tylko twoje wyobrażenie.

— Wiem. I będę jedną z nich.

- 3 -